Czy Urząd Lotnictwa Cywilnego buszuje w Internecie w poszukiwaniu „przestępców” pilotów?
Jednym z tematów, o którym ostatnio głośno się dyskutuje w środowisku lotniczym jest doniesienie do prokuratury złożone przez samego Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego na znanego pilota, prawnika, publicystę, wydawcę, społecznika i video-bloggera dotyczące rzekomego popełnienia przestępstwa naruszenia przepisów dotyczących wysokości lotów nad miastami.
Sprawę znam wyłącznie jednostronnie z niżej przedstawionego materiału:
Jeżeli doniesienie to zostało oparte tylko na analizie materiału opublikowanego na platformie youtube, to jest to nowa niepokojąca praktyka Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC).
Nie wydaje mi się, aby buszowanie po Internecie było efektywną formą nadzoru nad wykonywaniem operacji lotniczych. Wiarygodność pozyskanych w ten sposób danych jest bardzo niska z wielu powodów, przede wszystkim nagrania poddawane są wielu zniekształcającym rzeczywisty przebieg lotu procesom w tym montażowi tj procesowi wybierania i układania kadrów filmu w odpowiedniej kolejności. Montaż umożliwia twórcy wideobloga usunięcie zbędnych lub niepotrzebnych fragmentów, poprawienie ciągłości narracji i dostosowanie tempa filmu. Kilkuminutowy film opublikowany na youtube jest często efektem kompilacji sekwencji wideo wykonanych zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz samolotu z kilku wielogodzinnych lotów wykonanych w różnym czasie i miejscu. Systemy animacji, symulacji , sztucznej inteligencji pozwalają obecnie zrobić nie mające nic wykonanym lotem „wstawki” do montowanych filmów, które dla odbiorcy materiału są praktycznie nie do rozpoznania. Coś mogę na ten temat powiedzieć gdyż jestem od wielu lat biegłym sądowym z zakresu informatyki. W lotnictwie istnieje cały szereg certyfikowanych systemów pozwalających z określoną dokładnością zarejestrować pozycję samolotu i tylko na takich danych powinien bazować szanujący się urząd.
A może to nie ULC buszuje trwoniąc publiczne pieniądze w Internecie szukając w zastępstwie policji potencjalnych przestępców tylko ktoś po prostu doniósł do ULC? Każdy obywatel ma społeczny obowiązek bezpośredniego zawiadomienia policji lub prokuratury o popełnieniu przestępstwa, a ULC nie jest umocowaną w Kodeksie Postępowania Karnego certyfikowaną organizacją pośredniczącą.
To co dla zwykłego obywatela może wydawać się przestępstwem, nie musi być przestępstwem dla profesjonalnego Urzędu, gdyż jest on organem państwowym od którego wymaga się powagi i wiarygodności zwłaszcza, że wyposażono go w uprawnienia do weryfikacji potencjalnych naruszeń prawa.
Jeśli ULC monitorując za pieniądze podatników Internet lub po otrzymaniu informacji o wideoblogu ewentualnie treści zamieszczonej na platformie internetowej, która wydaje się naruszać przepisy lotnicze lub zagrażać bezpieczeństwu lotów, to wówczas powinien podjąć odpowiednie kroki w zakresie swoich kompetencji, takie jak np. przeprowadzenie dochodzenia wewnętrznego. Jeżeli działania weryfikacyjne potwierdzą naruszenie prawa to ULC ma do dyspozycji szereg sankcji w celu zdyscyplinowania naruszającego przepisy np. zawieszenie jego licencji, jeżeli z nich nie korzysta, a formułuje wyłącznie zdawkowe doniesienie do prokuratury to nie o bezpieczeństwo raczej tu chodzi.
Prokuratura zazwyczaj nie posiada specjalistycznej wiedzy w dziedzinie lotnictwa, co sprawia, że doniesienia zwłaszcza formułowane przez ULC muszą być precyzyjne. Oprócz odniesienia do szczegółowej podstawy prawnej, w doniesieniu powinny zostać wskazane fakty, dowody, świadkowie lub inne istotne informacje, które pomogą prokuraturze w zrozumieniu sprawy i podejmowaniu odpowiednich działań. Jeżeli materiał dowodowy jest kontrowersyjny lub budzi wątpliwości co do jego wiarygodności i ULC nie jest w stanie w ramach własnych kompetencji skorzystać z przysługujących mu uprawnień i nałożyć na pilota stosownych sankcji, to wątpię, aby prokuratura mogła dostarczyć przed sąd rzetelne i wiarygodne dowody. Jestem za tym, aby każdy robił swoje. Nie odbieram czcigodnemu Urzędowi prawa, a wręcz obowiązku doniesień, ale nie może być to działanie „zamiast”, odwetowo, musi być poparte wnikliwą analizą prawną i wiarygodnymi dowodami, tak aby nie ośmieszać powagi instytucji.
Niech ULC nadzoruje operacje zgodnie z prawem i korzysta do bólu z przysługujących mu uprawnień. Nie mam nawet nic przeciwko temu, aby nawet wszystkie wideorelacje pilotów były oglądane nawet przez specjalnie powołaną komórkę policji. Relacje te niestety zacierają się, bo widocznie ULC stracił wiarę w Kodeks Postępowania Administracyjnego, a uwierzył w sprawczą rolę Kodeksu Postępowania Karnego. Nie idźcie tą tańszą drogą, bo kto mieczem, od miecza może zginąć. Polski Kodeks Karny penalizuje wszak pomówienia i fałszywe oskarżenia. Mam nieodparte wrażenie, że nasze władze wręcz domniemują, że piloci to grupa wysokiego ryzyka, której celem jest ignorowanie własnego bezpieczeństwa i powodowanie zagrożenia dla środowiska oraz życia i mienia innych.
Co jest bardzo niepokojące ULC wręcz chwali się tzw. wyręczaniem się prokuraturą. W niedawno opublikowanym wywiadzie redakcji dlapilota.pl z niezidentyfikowaną grupą urzędników, która tytułowała się „władza”, „LPL”, „LKE”, „Prezes ULC”, że na ściągającą osobę w czasie egzaminów komputerowych oprócz sankcji, którą nakłada urząd tj. roczny zakaz przystępowania do egzaminów, w „promocji” fundowane jest doniesienie do prokuratury. Nie wiem czy każdy złapany na ściąganiu jest uczestnikiem tej „szlachetnej” promocji, ale w.w. sankcja, czyli tzw. ban na zdawanie w całej Europie i USA jest wystarczającą karą. ULC z rozbrajającą szczerością, nie potrafił nawet wskazać podstawy prawnej takich doniesień, a przez kilkanaście lat funkcjonowania egzaminacyjnego systemu komputerowego, jak sam przyznaje, żadne z tych doniesień nie znalazło swojego w sądzie karnym. Jakie są przyczyny takiej empatii urzędniczej i kto za to wszystko płaci?
Wracając jednak do tematu buszowania w Internecie urzędników ULC, to jeszcze nie tak dawno znany prawnik, blogger i popularyzator wiedzy prawnej dla środowiska lotniczego został „nagrodzony” przez urzędnika ULC skargą dyscyplinarną adresowaną do izby radców prawnych, za wpis na zamkniętej grupie „Aviatorzy”. Nie wiem czy urzędnik ten akurat zasługuje na miano „aviatora”, ale wprowadził on nową broń urzędu do walki z tymi którzy nie zawsze zgadzają się z jedynie słuszną linią ULC tj. doniesienie dyscyplinarne do korporacji prawniczej. Jak widać Kodeks Postępowania Administracyjnego i Cywilnego oraz prokuratura w promocji to dla ULC za mało.
Łącząc kropki w całość to odnoszę nieodparte wrażenie, że w tym wszystkim chodzi o zamykanie ust niepokornym. Widocznie ULC można tylko chwalić, dopraszać się łaski wysłuchania, a wychodząc z jego siedziby zasadniczo powinniśmy mieć kolana obdarte i czoło podbite. Zamiast na bezpieczeństwie nasz lotniczy organ koncentruje się na tanim Public Relations, którego przekazu nie można nikomu zakłócać.
Prawdziwa cnota krytyki się nie boi? Raczej ufać i kontrolować. Wielki brat chyba zaczyna śledzić nas wszędzie, urzędnicy są porejestrowali nawet na zamkniętych grupach internetowych, mamy bogate państwo więc kto im zabroni. Podstawową powinnością instytucji państwowych jest obsługa interesów obywateli, a nie ich inwigilacja.
Celowo nie odnoszę się do zasadniczej kwestii, czyli kto w tym sporze ma rację. Czy nawet gdyby rzeczony pilot przelatywałby na rzekomo „niedozwolonej” wysokości, to czy zarzut miałby sens? Jest to temat na oddzielny spory wpis o tym jak: kreowano chaos, pułapki prawne, sprzeczności z prawem międzynarodowym, unijnym, a żeby było śmieszniej z polskim Prawem Lotniczym. Takie działania nie mogły obejść się bez ofiar. Wielkie trio: PAŹP, ULC i Ministerstwo Infrastruktury upiekły prawny pasztet, który ocenić ma prokuratura. Kowal zawinił, na Cygana doniesiono.
Nie chodzi mi absolutnie o to, żeby szukać sztuczek w obchodzeniu prawa, albo nie daj Bóg uważam, że powinna być możliwość latania na 300 metrach nad centrami miast, chociaż warunek ten wyjmowany jest z całego kontekstu przepisów, gdyż przede wszystkim zgodnie z SERA.3105 Rozporządzenia (UE) 923/2012 minimalna wysokość lotu musi „w przypadku sytuacji awaryjnej pozwolić na wykonanie lądowania bez nadmiernego narażania osób lub mienia na ziemi”. Analogiczny przepis obowiązuje w USA – patrz 14 CFR § 91.119 . Dalsze potrzebne obostrzenia w „cywilizowanych krajach” określa się przy pomocy dobrze zdefiniowanych stref np. ograniczonych lub kontrolowanych publikowanych nie przez GUS, ale PAŻP. Żeby nie być gołosłownym, to przedstawiam nagranie z lotu, gdzie nawet razem z tęgim kolegą kontrolerem, w gorący dzień i to starą Cessną 150 weszliśmy dość wysoko nad EPWA i weszlibyśmy znacznie wyżej szanując spokój i bezpieczeństwo warszawiaków, ale praktykantka miała mieć egzamin na kontrolera i nie chcieliśmy jej stwarzać problemów więc za zgodą ATC rozpoczęliśmy szybkie zniżanie:
Chodzi mi raczej o to, aby uprawnione organy definiowały przestrzeń powietrzną zgodnie ze swoimi umocowaniami, prawem UE bo niebo nad nami z polskiego stało się europejskim, informacje o przestrzeniach i odstępstwach od standardów zostały opublikowane w określony przepisami sposób pamiętając o tym, że np. nie wszyscy piloci muszą np. znać język polski, definicje przestrzeni nie utrudniały planowania lotu przez pilota, nasze przepisy nie kompromitowały nas arenie międzynarodowej, itd. Na początek to już mam problem ze zrozumieniem celu wprowadzenie zmian w rozporządzeniu o ograniczeniach lotów. Jaki był ich cel: bezpieczeństwo załogi? mieszkańców, bo samolotu spadają pionowo pod siebie? komfort środowiskowy mieszkańców? wzmocnienie przez partię rządzącą pływu samorządów na możliwość decydowania o zgodach na takie loty kosztem ustawowej kompetencji Prezesa ULC? A może wszystko na raz? Jaka to strefa wg. norm UE albo ICAO, bo może lokalna ministerialna gdzie normy w zakresie publikacji informacji powietrznej nie obowiązują? Zaraz wystraszymy świat. Trudno jest dyskutować z czymś co jest nie wiadomo po co. Jedyną oficjalną znaną przyczyną zmian rozporządzenia w sprawie zakazów jest prywatna opinia ministerstwa, że rozwiązania ICAO i EASA nadają się do kosza, więc zastępujemy je rozwiązaniami krajowymi wbrew konstytucyjnej hierarchii prawa.
Wielu kolegów pilotów powie to mnie nie dotyczy, omijam duże miasta szerokim łukiem. Łuk ten jednak może zahaczyć o obszar administracyjny miasta, mimo że pod nami rosną buraki. Pewnego razu możemy być zaskoczeni na komendzie, że obszar samego Gdańska jest większy od Warszawy, a Zielonej Góry od Poznania. W tym bałaganie prawnym łatwo jest pilota upolować. Dlaczego mamy być lotniczym skansenem, gdzie nie sprawdzają się rozwiązania stosowane na całym świecie?
Już kilkanaście lat temu przewidywałem, że przekazywanie „władzy” Unii w lotnictwie będzie niełatwe, ale nie przypuszczałem, że do gry wejdzie prokuratura i że wykorzysta się nie radary, ale YouTube:
Karma wraca. Może ktoś w tej sprawie z czasem przyjrzy się czy wszyscy uczestniczy trio dopełnili swoich obowiązków, a może gdzieś przekroczyli kompetencje, … Na pierwszy rzut oka z ofiary robi się przestępcę.
Swoją drogą ciekawe w jakim charakterze na facobookowej grupie awiatorzy przebywają niektórzy urzędnicy, skoro przeznaczona ona jest dla cytuję: „Grupa
skupiająca pilotów, spadochroniarzy, kontrolerów, personel pokładowy,
mechaników, spotterów, freaków i zwykłych lotniczych onanistów.” ? Najczęściej jest to trudny wybór pomiędzy dwoma ostatnimi wariantami.
Dodaj komentarz