Kiedy dziś czytamy w przepisach o członkach personelu lotniczego, można odnieść wrażenie, że chodzi o jakiś elitarny klub lub związek zawodowy.
W rzeczywistości to relikt z ustawy z 1968 roku. W tamtym prawie minister mógł nakazać noszenie mundurów przez personel lotniczy (art. 43 ustawy z 31 stycznia 1968 r. – Prawo lotnicze). To nie była tylko symbolika — to była cała wizja lotnictwa cywilnego jako służby podporządkowanej państwu, a nie wolnego zawodu. Pilot, mechanik, kontroler — wszyscy byli członkami personelu, bo państwo chciało mieć ich zorganizowanych, zdyscyplinowanych i gotowych do służby.
📜 Od 1968 do 2002 — zmiana ustawy, ale nie mentalności
Nowa ustawa z 2002 r. miała być przełomem. Jednak wiele pojęć zostało żywcem przepisanych z ustawy z 1968 r. Wciąż mamy więc członków personelu lotniczego zamiast prostego „posiadaczy licencji.”
I tu zaczyna się prawdziwy problem — bo to nie jest tylko kwestia języka.
Żeby być „członkiem personelu lotniczego” w rozumieniu art. 94 ust. 2 Prawa lotniczego, trzeba spełnić dwa warunki: mieć ważną licencję oraz być wpisanym do państwowego rejestru personelu lotniczego prowadzonego przez ULC. Rejestr nie jest tu ewidencją — jest warunkiem konstytutywnym. Masz licencję EASA, ale nie ma Cię jeszcze w rejestrze? Formalnie nie jesteś „członkiem.” Formalnie nie możesz latać.
Part-FCL tego problemu w ogóle nie zna. Rozporządzenie 1178/2011 operuje pojęciem licence holder — posiadacz licencji. Ważna licencja — możesz wykonywać czynności. Nieważna — nie możesz. Zero kategorii pośrednich, zero rejestrów konstytuujących byt prawny pilota.
My mamy rejestr, kategorię i dziedzictwo po mundurach.
🧩 Co to znaczy w praktyce?
Słowo „członek” sugeruje przynależność — do jakiegoś korpusu, formacji, organizacji. Tymczasem pilot czy mechanik to nie żołnierz — to specjalista posiadający kwalifikacje potwierdzone licencją.
Ale w Polsce pozostał język, który pozwala urzędnikowi myśleć w kategoriach: dopuścić — cofnąć — zawiesić — przywrócić. Jak w regulaminie służbowym, nie w państwie prawa.
Mój kolega latający w Ryanairze z bazą w Polsce ma po prostu licencję EASA ATPL(A). Nie jest żadnym „członkiem personelu lotniczego.” W prawie unijnym sankcje i obowiązki dotyczą osoby jako licencjobiorcy — to czysto polski relikt z czasów, gdy lotnictwo traktowano jak służbę państwową.
Można oczywiście być członkiem załogi — ale to już zupełnie inna kategoria. Nie określa ona statusu licencyjnego ani przynależności do państwowego „korpusu”, lecz funkcję wykonywaną w ramach konkretnej operacji lotniczej. Pilot, członek personelu pokładowego czy inna osoba staje się członkiem załogi dlatego, że została wyznaczona do wykonywania określonych obowiązków podczas danego lotu. To pojęcie operacyjne, a nie forma administracyjnego „członkostwa” nadawanego przez wpis do rejestru.
✍️ Konkluzja
Członkostwo w „personelu lotniczym” nie daje żadnych praw — tylko brzmi jak coś, co można łatwo zdyscyplinować.
Wystarczy być posiadaczem ważnej licencji lotniczej. Cywilnie. Normalnie. Bez munduru.
Bo dopóki w przepisach zostaje duch PRL-u, dopóty władza będzie uważała się nie za służbę publiczną, tylko za dowództwo.

Dodaj komentarz