bez tytulu

Egzaminy w powietrzu lub na symulatorze: egzamin praktyczny, kontrola umiejętności i ocena kompetencji. Czym się różnią?

 Licencje


W przypadku licencji mamy do czynienia zawsze z egzaminem praktycznym (ang. skill test). Proste i nie wymaga większego wytłumaczenia. Jego definicję znajdziecie w definicjach FCL.010  Rozporządzenia (UE) Nr 1178/2011.: „Egzamin praktyczny” oznacza wykazanie umiejętności w celu wydania licencji lub uprawnienia, z uwzględnieniem ewentualnie wymaganych w tym celu egzaminów ustnych. ”. 

Licencje uprawnienia certyfikaty przywileje

Uprawnienia

 

W przypadku uprawnienia, o egzaminie praktycznym można mówić wyłącznie w przypadku sytuacji gdy się o nie ubiegamy po raz pierwszy. Proszę jeszcze raz przeczytać definicję wyżej.

W przypadku przedłużenia lub wznowienia uprawnienia mamy do czynienia z kontrolą umiejętności (ang. proficiency checz), której definicja w przepisach UE jest następująca: Kontrola umiejętności” oznacza wykazanie umiejętności w celu przedłużenia lub wznowienia uprawnień́, z uwzględnieniem ewentualnie wymaganych w tym celu egzaminów ustnych”

Bez%20tytu%C5%82u

Certyfikaty

 

Tak jak pisałem poprzednio w przepisach UE instruktorzy i egzaminatorzy posiadają certyfikaty i bez względu na to czy się o nie ubiegamy po raz pierwszy, przedłużamy je lub wznawiamy zawsze mamy do czynienia z oceną kompetencji (ang. assessment of competence) instruktora lub egzaminatora. Nie ma co prawda w przepisach definicji oceny kompetencji, ale tylko kompetencji: „Kompetencja” oznacza połączenie umiejętności, wiedzy i postawy wymagane do wykonania zadania według założonego standardu.

Bez%20tytu%C5%82u

Takie proste, że aż skomplikowane – ale u nas jest inaczej

 

Powtarzam jak mantrę prostą stwierdzenie: „Prawo UE stosuje się bezpośrednio, w wypadku konfliktów z prawem krajowym stosuje się prawo europejskie. Prawo UE bez upoważnienia w nim nie może być zmieniane, uzupełniane, a terminy (określenia) zastosowane w nim są wiążące i nie można zmieniać ich znaczenia.

Jak nie można? Kto „władzy” zabroni?  Proszę bardzo:

–       Ustawa Prawo Lotnicze egzamin praktyczny na licencję określa w art. 99 ust. 1 wbrew logice „państwowym egzaminem praktycznym”, co do tego egzaminu ma państwo nie wiem, jeśli już to bardziej EASA.

–    ROZPORZĄDZENIE MINISTRA INFRASTRUKTURY z dnia 18 lipca 2003 r. w sprawie egzaminów państwowych na licencje lub uprawnienia lotnicze i tam mówiąc o egzaminie praktycznym – rozumie się̨ przez to cześć́ praktyczną egzaminu państwowego polegającą na sprawdzeniu umiejętności praktycznych w celu wydania, przedłużenia, wznowienia albo przywrócenia licencji, uprawnień, …”     Nie dość że jest to inna definicja niż wyżej wymieniona w prawie UE, a na dodatek egzaminy na przedłużenie i wznowienie uprawnień, nie są tak jak w prawie UE nazywane kontrolami umiejętności, a egzaminami praktycznymi. Czyli tak jak byśmy wszystkie konie i krowy nazywali krowami, bo tak prościej.

–    Rozporządzenie Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej z dnia 2 września 2013 r. w sprawie licencjonowania personelu lotniczego  i tam jeśli mowa jest o: „egzaminie praktycznym – rozumie się̨ przez to część́ praktyczną egzaminu państwowego;

Podobnie na stronie z wnioskami ULC nie do końca znajdziecie klasyfikacji EASA egzaminów, bo widocznie ktoś uznaje ciągle wyższość prawa krajowego nad europejskim.

Każdy pies z innej wsi i wszystko to nie ma nic wspólnego z prawem UE, które obowiązuje w Polsce bezpośrednio, a zmiana znaczenia pojęć nie powinna mieć miejsca. Oczywiście urzędnicy mogą nazywać konia krową, pierwszą ocenę kompetencji egzaminatora prymicją, bo wiąże się z „powołaniem na egzaminatora” tylko z prawem ma to niewiele wspólnego. Jak urzędnicy nie zaczną mówić językiem prawa UE, to z Europą nie będziemy mieli do czynienia. 

Scan 200326 0024

Skutki tego chaosu to szereg nieporozumień w „interpretacjach” gdzie próbuje się połączyć prawo UE z polskim „bigosem”, problem z opłatami, procedurami, opóźnieniami w procesowaniu wniosków itd.. Można robić błędy, ale nie można siedzieć cicho i mówić, że problem nie istnieje, komuś w końcu państwo płaci, aby prawo było precyzyjne, a tzw. „krajówka” nie zaciemniała i utrudniała korzystania z prawa UE. 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *