img 8196

Wieloletnia „gra w KULKI”. „ULC ma na wszystko miesiąc” – możesz się na tym sparzyć!

 
O tym, że ULC nie ma ustawowo zagwarantowanego  prawa jednego miesiąca na wydanie licencji lub świadectwa kwalifikacji pisałem już tutaj –> LINK. W innych krajach mogą wydawać je w kilka dni, a u nas rzekomo Kodeks Postępowania Administracyjnego (KPA) daje urzędnikom prawo do przewlekania postępowania do miesiąca. Nikt w ULC nie chce też rozumieć, jak duże zagrożenie dla bezpieczeństwa lotniczego stanowi to uzurpowane sobie „prawo urzędnicze”. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności jestem zwolennikiem obcięcia finansowania urzędowi, a już na pewno przeciw przeznaczaniu dodatkowych środków na ten cel. Jeżeli takie fundusze pojawiłyby się, to poszłyby one zapewne na dodatkowe pary oczu i biurka, które jeszcze „dokładniej (patrz: dłużej) „weryfikowałyby” nasz krótki wniosek. Urzędnicy  zapewne dadzą się pokroić, że ten miodowy miesiąc na pieszczoty naszego wniosku im się ustawowo i historycznie należy. 
 
Możemy niestety spotkać się z czymś jeszcze bardziej bulwersującym. Nie zawsze, ale możemy …
Zdaje sobie sprawę, że czytelnicy nie lubią tych wszystkich artykułów i paragrafów które cytuję. Bez nich jednak wnioski do których dochodzę byłyby tylko subiektywnymi „odczuciami”.
W polskim prawie każda decyzja administracyjna musi wynikać z konkretnego przepisu prawa, który nakazuje jej wydanie i nie ma domniemania załatwiania spraw przez organ administracji publicznej w formie decyzji administracyjnej.  W naszym Prawie Lotniczym  jest jednak pewna niedoskonałość lub być może  niedopatrzenie, która przy pewnej odrobinie urzędowego „cfaniactwa” może być wykorzystywana przeciw wnioskodawcom. Mam tutaj na myśli  Art. 96 ust. 3  tejże  „ustawy”, który  nakłada na organ krajowy obowiązek wydawania decyzji administracyjnych tylko w stosunku do  licencji, świadectw kwalifikacji i uprawnień do nich wpisywanych. Oznacza to w praktyce, że zdaniem ULC możemy być wyzuci z wszelkich praw np. do załatwienia sprawy w terminach zawitych w  KPA dla wszystkich innych niż wyżej wymienione „produktów” EU. Według urzędu tracimy dla nich swoistą ochronę, którą zapewnia nam ten kodeks. „Osierocone produkty prawa UE” to m.in. wpisy biegłości językowej, certyfikaty instruktora (np. szybowcowego), certyfikat egzaminatora, zniesienie ograniczenia licencji uprawnienia, licencji lub certyfikatu, lub ich uzupełnienie. 

Skąd to się wzięło? Ustawodawca najprawdopodobniej uznawał, że wszystkie te „osierocone produkty” unijne spełniają warunki słownikowego rozumienia „uprawnienia” lub ustawową definicję licencji i zastany w momencie wejścia w życie Rozporządzenia (UE) Nr 1178/2011 przepis nie wymaga zmian. „Uprawnienie”  za  słownikiem PWN to „prawo do czegoś przysługujące lub nadane komuś”.  Zarówno wpisy, certyfikaty jak i przywileje o których mowa jest w rozporządzeniach europejskich, o których zapomniano (?) w Prawie Lotniczym spełniają taką definicję uprawnienia. Certyfikaty egzaminatora wydawane na oddzielnym druku spełniają warunki ustawowej definicji licencji. ULC ma to jednak w głębokim poważaniu, a nawet z właściwym sobie tupetem twierdzi, że intencją ustawodawcy było pozbawienie fundamentalnych praw osób wnioskujących o nie, przez co pośrednio nadano mu prawo do ich arbitralnego rozdawnictwa.  Tworzenie przepisów administracyjnych do przepisów prawa UE jest obowiązkiem każdego państwa członkowskiego UE.

 Warto też zauważyć, że w Polsce od lat trwa zabawa w chowanego, że niby ULC nie pisze przepisów, ale robi to ministerstwo. Prezes ULC ma jednak swoistą „inicjatywę ustawodawczą” i ponosi odpowiedzialność za patologie, które opisuję. Ministerstwo z kolei nie ma ludzi do zajmowania się szczegółami Prawa Lotniczego i większość nowych bubli prawnych ma swoje źródło na ulicy Flisa. Ministerstwo ma wręcz problemy z nadzorem nad samym ULC i pomagało mu w tym już CBA. Z kolei ULC (kto bogatemu zabroni) ma parcie, zamiast ograniczyć się do nadzorowania,  do bycia graczem na rynku np. utrzymuje krajowy monopol na szkolenia egzaminatorów i oceny biegłości językowej ze szkodą dla rynku lotniczego. Takie działania wymagają jeszcze większego zaangażowania ministerstwa do kontrolowania urzędu.  Opinie pochodzące z ULCu, że to nie my piszemy prawo należy więc włożyć między bajki, bo ministerstwo same nie jest w stanie nic zrobić. Wyżej wymieniony brak precyzji w ustawie urzędnicy  ULC wykorzystują przeciw wnioskodawcom czyli środowisku lotniczemu.

IMG 8196 Scaled

W celu uniemożliwienia uznania certyfikatu egzaminatora za uprawnienie wpisywane do licencji (ustawy wymóg decyzji administracyjnej) ULC wydaje go na oddzielnym druku. Efekty  widoczne są gołym okiem, jedni „dostają” certyfikat egzaminatora bardzo szybko, a inni mogą czekać na jego wydanie  do końca życia. Z  właściwym sobie tupetem urzędnicy wykorzystują wszelkie metody i niejednoznaczności tłumaczeń prawa UE oraz niedostosowanie przepisów prawa krajowego np. wyżej wymieniony certyfikat egzaminatora nazywany jest upoważnieniem, po to aby stworzyć wrażenie arbitralności jego wydawania.

Oczywiście „lotnicza władza ludowa” (patrz poprzednie wpisy dotyczące genealogii tej  „władzy”) bez obrzydzenia  sięga po opłaty za te nie ujęte w Prawie Lotniczym „unijne wynalazki”, albo „rozdaje” je za darmo, bo kto bogatemu zabroni, za darmo.
 
Co to oznacza w praktyce? Procedura rozpatrywania takich osieroconych wniosków jest całkowicie uznaniowa i ULC z góry zastrzega, że sprawa nie podlega pod KPA. Wtajemniczeni twierdzą, że taką sprawę należy „załatwić w ULC„. W innych krajach nic się w nadzorach nie załatwia, nie trzeba do nikogo dzwonić, żeby sprawę popchnąć, bo rozpatrzenie wniosku w terminie należy się każdemu po równo jak psu buda.
 
Jeżeli złożymy ponaglenie na przewlekłość postępowania w sprawie „osieroconego produktu” unijnego, to możemy zostać potraktowani jak intruz. Nie dość, że dowiemy się, że nie ma żadnych terminów załatwienia naszej sprawy, to na dodatek ULC akurat  priorytetowo traktuje licencje i uprawnienia do nich wpisywane. Jeśli urzędnicy znajdą trochę czasu, to być może ktoś pochyli się nad naszym nietypowym wnioskiem. Skoro zdaniem ULC nie ma tutaj zastosowania KPA, to wszystkie chwyty są już dozwolone np. nie obowiązuje zasada pisemności z kpa (e-mail nie spełnia tego warunku) i możemy zostać „zjechani”, że urzędnik nie mógł się do nas dodzwonić, albo że kontaktował się z nami na czacie portalu randkowego, bo  są to dopuszczalne formy pozakodeksowych doręczeń. W rozumieniu urzędników kandydat do wydania europejskiego certyfikatu egzaminatora nie ma nawet praw, które przysługują np. kandydatowi na świadectwo kwalifikacji pilota wiatrakowca i jest to zgodnie z wolą ustawodawcy. Żeby chociaż stali w jednej kolejce…  Jeżeli będziemy „plastyczni”, grzeczni i mili to nasze szanse dostąpienia łaski w konkursie rozdawniczym rosną.  


Europa w XXI wieku.

Jak się przed tym „procederem” bronić? 
Procedura wydawania „osieroconych produktów prawa UE” kończy się wydaniem aktu z zakresu administracji publicznej dotyczącego uprawnień lub obowiązków wynikających z przepisów prawa. Nie oznacza to, że czynność taka nie podlega żadnym ograniczeniom czasowym. Wzorcem kontroli, który powinien zastosowany, powinno stać się znaczenie pojęcia bezczynności w języku prawniczym. Pojęcie to jest zazwyczaj odnoszone do niedziałania podmiotów administracji publicznej i jej organów w postaci nie wykonywania obowiązków wynikających z norm prawa administracyjnego w terminach lub w stanach faktycznych wymagających ich podjęcia (por. P. Dobosz, Milczenie i bezczynność w prawie administracyjnym, Kraków 2011, s. 68) – vide wyrok NSA z 22 listopada 2022 r. sygn. II OSK 775/22.
Działanie organu administracji publicznej bez zbędnej zwłoki stanowi elementarny standard w demokratycznym państwie prawnym (art. 2 Konstytucji).  Z art. 12 § 1 k.p.a. statuującego zasadę ogólną postępowania wynika powinność podejmowania przez organy administracji publicznej działania wnikliwego i szybkiego. Mamy więc prawo kwestionować przewlekłość i bezczynność urzędników w formie ponaglenia i dalej skarg do WSA oraz oczekiwać analogicznych standardów rozpatrzenia wniosków, tak jakby wydawana była do nich decyzja administracyjna. Do tematu ponagleń wkrótce wrócę.
 
Oczywiście, jak zawsze zaznaczam. że moje konstruktywne uwagi nie dotyczą całego „ULCzyku„, ale w końcu ktoś powinien podjąć w stosunku do uczestników konkretnie tego procederu zdecydowane działania do samego spodu. Wszystkie osoby w bizantyjskiej strukturze ULC, które nadzorowały te ponure zjawisko mają w mojej ocenie sporo „brudu za paznokciami”.  Nikomu to przez tyle lat nie przeszkadzało? A może prawo unijne nie zasługuje na przepisy administracyjne w Polsce?


Potrzebna jest szybka nowelizacja w.w. art 96 ust. 3 Prawa Lotniczego lub spowodowanie, aby wnioski dla „osieroconych” produktów EASA rozpatrywane był w sposób jak licencje i uprawnienia do nich wpisane, bo inaczej  ten korupcjogenny proceder nie ustanie. Normalnie wystarczyłaby   przyzwoitość i dobra wola, ale niektórzy wolą jednak „grać w KULKI„. „Cfaniacko”.
 
 
 
 


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *