Zamiast promować szkolenie w zarejestrowanych ośrodkach (ATO/DTO) i aeroklubach, ULC znowu zabłysnął „pomocą” – wydał krajowe wytyczne, które:
🔹 nie wskazują precyzyjnie o które loty zapoznawcze chodzi,
🔹 przepisują prawo UE jak ściągę z Wikipedii,
🔹 i bardziej ograniczają legalne loty niż nielegalne!
🤡 Kowalski – król chaosu
ULC najwyraźniej bardziej ufa Kowalskiemu, który robi „loty widokowe” w ramach nielegalnego przewozu osób, bez zgody, bez OC, bez pilota z doświadczeniem lub licencją CPL – niż organizacji szkoleniowej, która:
✅ ma certyfikat np. ATO,
✅ zatrudnia licencjonowanych instruktorów,
✅ jest kontrolowana przez urząd,
✅ i wpisuje każdy lot do dokumentacji.
🔄 ULC: „bo przecież trzeba chronić pasażera”
Ale jak?
➡️ Nie przez walkę z szarą strefą,
➡️ tylko przez… ograniczanie tych, którzy działają legalnie.
Bo skoro ktoś zgłasza, że chce spróbować latania w ATO – to dostanie lot tylko na 30 minut, raz, bez możliwości zaliczenia do szkolenia, i z raportem do ULC. Po co? Żeby „go chronić”.
A jak leci z Kowalskim?
Niech leci – „to marginalna działalność”.
🔥 To nie jest nadzór. To jest sabotaż rynku.
ULC tworzy przepisy, które bardziej przeszkadzają szkoleniu niż fikcyjnej działalności „na widokowy”. Zamiast uprościć przewozy A–A i promować legalne ścieżki dojścia do licencji – tworzy papierowy labirynt, w którym rządzi absurd:
✈️ Przewóz przez instruktora w ATO lub aeroklubie – ryzyko? Ograniczyć!
✈️ Przewóz przez Kowalskiego z OLX? Luz – nie ruszać.
Parodia legislacji: ULC w swoich krajowych wytycznych odwołuje się… do unijnych wytycznych EASA (GM). Zamiast po prostu wskazać, że obowiązują GM EASA, przepisują ich treść i odsyłają do źródła. Efekt? Krajowe wytyczne do wytycznych – masło maślane. Typowy przykład biurokratycznej nadprodukcji, która niczego nie ułatwia, a tylko mnoży papierologię.
Jeśli wytyczne ULC opierają się na przepisach UE, nie ma sensu powtarzać, że statek powietrzny musi mieć unijne świadectwo zdatności – to już wprost wynika z unijnego prawa. Takie dublowanie to zbędna biurokracja i masło maślane.
Z wytycznych ULC wynika, że loty zapoznawcze nie mogą być wykonywane na motoszybowcach turystycznych (TMG), bo ta kategoria nie została tam wymieniona. To sztuczne ograniczenie – w unijnych przepisach nie ma takiego zakazu.
To klasyczna biurokracja oderwana od realiów i bezpieczeństwa.
W praktyce:
- Nic nie stoi za obowiązkiem przesyłania zestawień, wyznaczania armii pełnoletnich, czy wprowadzenia sztywnego limitu 50 minut (wliczając czas kołowania).
- Takie zapisy nie podnoszą poziomu bezpieczeństwa, a jedynie generują papierologię i zwiększają koszty organizacyjne.
- Wymóg dwukierunkowej łączności czy wyznaczania tras awaryjnych – to i tak standard każdej przyzwoitej działalności lotniczej.
- Większość tych zapisów jest niepotrzebnym powtarzaniem oczywistości lub próbą regulowania detali na siłę.
- Żaden z tych wymogów nie rozwiąże rzeczywistego problemu szarej strefy czy bezpieczeństwa lotów.
- Prezes ULC nie rozumie hierarchii prawa – a przez swoje kopiowanie unijnych przepisów do krajowych wytycznych (np. wymóg wykazania trzech startów i lądowań w ciągu ostatnich 90 dni) tworzy realne zagrożenie dla rynku lotniczego. Zamiast zostawić twarde normy EASA tam, gdzie ich miejsce (czyli wprost w prawie UE), bezrefleksyjnie przepisuje je do polskich niewiążących wytycznych, wprowadzając chaos i dezorientację.
W efekcie:
- Piloci i organizacje nie mają pewności, które przepisy są wiążące, bo dostają kilka różnych „wersji” tych samych wymogów w różnych dokumentach.
- Aktualność i zgodność z prawem UE staje się wątpliwa, gdy krajowy dokument rozmija się z oryginałem lub jest zaktualizowany z opóźnieniem.
- Takie powielanie, zupełnie oderwane od sensu i rzeczywistego bezpieczeństwa, prowadzi nie do lepszej ochrony, lecz do niepewności prawnej i ryzyka popełnienia błędu w operacjach lotniczych.
- To dowód, że Prezes ULC nie tylko nie rozumie, jak działa system źródeł prawa, ale nie pojmuje nawet, jak poważne niebezpieczeństwo sam tworzy swoją „twórczością” legislacyjną.
Podsumowując:
Te „wypociny” to sztuczne mnożenie wymogów tylko po to, żeby ULC mógł „odhaczyć” kolejne regulacje. Z praktyką lotniczą i rzeczywistym bezpieczeństwem mają niewiele wspólnego.
Tak naprawdę te wytyczne uderzają głównie w małe stowarzyszenia, bo ośrodki szkoleń mogą robić loty zapoznawcze kwalifikując je jako rozpoczęcia szkolenia lotniczego (nie potrzeba badań do lotu samodzielnego, a teoria prowadzona jest równolegle z praktyką). Ofiarami pseudolegalistycznej działalności ULC będą więc ci który niekomercyjnie propagują latanie!
✅ Co trzeba zrobić?
-
Skasować wytyczne 9/2025 – są bez sensu i wprowadzają chaos terminologiczny.
-
Zająć się nielegalnymi przewozami – to rynek do wyczyszczenia, nie regulowania. ULC ma możliwości prawne, ale z nich nie korzysta. Nie ma też wizji jak rozwiązać problem, więc udaje że nie widzi co się dzieje z nielegalnym przewozami.
-
Uprościć certyfikację VFR A–A zwłaszcza dla małych organizacji np. ATO i DTO – skoro EASA daje możliwość, to jej nie komplikujmy. Dlaczego nie ma dostępnej standardowej dokumentacji dla zainteresowanych?
-
Zostawić loty zapoznawcze w spokoju – nie wymagają krajowych wytycznych, tylko rozumu.


Dodaj komentarz