Znak sprawy: DL-2-1.0530.4.2026

Punkt wyjścia
4 lutego 2026 r. złożyłem do Ministra Infrastruktury petycję w sprawie corocznej akcji ULC polegającej na wymuszaniu na użytkownikach statków powietrznych składania „sprawozdań z wykonywania zadań lotniczych” na urzędowych formularzach, pod groźbą ich odrzucenia. Zażądałem trzech rzeczy:
- Zaprzestania praktyki narzucania formularzy bez wyraźnej podstawy prawnej.
- Działań nadzorczych wobec Prezesa ULC za naruszenie zasady legalizmu (art. 7 Konstytucji RP).
- Skreślenia art. 135d Prawa lotniczego w obecnym kształcie — bo jego cel od dawna realizuje unijny system ECCAIRS2 na mocy rozporządzenia 376/2014.
Rdzeniem petycji było pytanie prawne, nie stylistyczne: czy Prezes ULC ma jakąkolwiek delegację ustawową do narzucania formularza, formatu i groźby odrzucenia sprawozdania złożonego inaczej. Ustawa mówi o sprawozdaniu z „operacji lotniczych”. Nie mówi nic o formularzu, nic o „zadaniach lotniczych” — to sformułowanie rodem z PRL-owskiej praktyki traktowania lotu obywatela jako zadania rozliczanego przed urzędem.
Co odpowiedziało Ministerstwo
7 lipca 2026 r. otrzymałem zawiadomienie: petycja „uwzględniona częściowo”. Rozkładając to na czynniki pierwsze:
Żądanie 1 (formularze bez podstawy prawnej). Minister nie zakwestionował istnienia formularza jako takiego. Skierował do ULC pismo nadzorcze każące — uwaga — ujednolicić terminologię („zadania lotnicze” → „operacje lotnicze”, zgodnie ze zmianą ustawy sprzed siedmiu lat) i dopisać, że korzystanie z formularza jest dobrowolne. Ciekawostka: komunikat na stronie ULC został zaktualizowany 12 maja 2026 r. — dwa miesiące przed tym zawiadomieniem. ULC poprawił się, zanim ministerstwo formalnie cokolwiek nakazało. Wnioski dotyczące realnego mechanizmu nadzoru zostawiam czytelnikowi.
Żądanie 2 (nadzór za naruszenie zasady legalizmu). To jest najważniejszy punkt tej analizy. Minister nie odniósł się do tego zarzutu ani jednym zdaniem. Zero oceny, czy Prezes ULC przekroczył kompetencje. Zamiast tego całą odpowiedź sprowadzono do kwestii nazewnictwa na stronie internetowej. Pytanie prawne „czy organ działał na podstawie i w granicach prawa” zostało po cichu zamienione na pytanie redakcyjne „czy strona ładnie nazywa formularz”. To nie jest odpowiedź na petycję — to jej ominięcie przy jednoczesnym zaksięgowaniu sprawy jako „częściowo uwzględnionej”.
Żądanie 3 (skreślenie art. 135d). Tu, trzeba przyznać uczciwie, Minister poszedł dalej niż się spodziewałem — wprost przyznał, że dostrzega możliwość ograniczenia tego obowiązku administracyjnego w zakresie, w jakim dane są już zbierane przez ECCAIRS2. To realne przyznanie racji merytorycznej argumentowi o redundancji. Tyle że natychmiast zneutralizowane proceduralnie: sprawa została „zidentyfikowana jako wymagająca dalszych prac analitycznych”, bez żadnego terminu, z powołaniem się na Regulamin pracy Rady Ministrów jako bufor czasowy. Innymi słowy: masz rację, ale to nie znaczy, że coś się zmieni w dającej się przewidzieć przyszłości.
„Częściowo uwzględniona” — czyli formuła, która nic nie zobowiązuje
To już kolejna moja petycja zamknięta etykietą „uwzględniona częściowo” — i za każdym razem ten zwrot pełni tę samą funkcję: pozwala ministerstwu wykazać się formalnym „sukcesem” wnoszącego, nie precyzując, co dokładnie zostało uznane i jakie konkretne działanie z tego wyniknie. W tej sprawie „częściowe uwzględnienie” sprowadza się do: poprawki terminologicznej na stronie ULC (już wprowadzonej, zanim ministerstwo cokolwiek nakazało) oraz gołosłownej deklaracji o „dalszych pracach analitycznych” — bez terminu, bez trybu, bez osoby odpowiedzialnej. Formalnie: petycja załatwiona. Faktycznie: nic konkretnego się nie wydarzyło i nic nie jest wymagalne — a skargi na sposób załatwienia petycji ustawa wprost zabrania (art. 13 ust. 2 ustawy o petycjach), więc nawet nie ma trybu, żeby tę mgłę rozliczyć.
Dlaczego to ma znaczenie poza tą jedną sprawą
To nie jest odosobniony przypadek złej redakcji odpowiedzi. To wzorzec: kiedy zarzut dotyczy kompetencji organu (czy ULC w ogóle miał prawo coś nakazać), odpowiedź administracji przekierowuje dyskusję na formę działania organu (czy ładnie to sformułował). Zarzut prawny znika, a sprawa zostaje zaksięgowana jako załatwiona.
Ministerstwo, które ustawowo ma pełnić funkcję nadzoru nad ULC, w praktyce funkcjonuje w tej sprawie jako redaktor językowy komunikatów ULC, a nie jako organ oceniający zgodność działania Prezesa Urzędu z art. 7 Konstytucji RP. To nie jest nadzór — to instytucjonalna solidarność urzędnicza: ministerstwo, zamiast ocenić, czy podległy mu organ przekroczył kompetencje, milcząco akceptuje istotę praktyki (formularz nadal istnieje, nadal go trzeba wypełnić) i ogranicza się do retuszu fasady. Skoro pytanie o naruszenie zasady legalizmu pozostaje bez odpowiedzi w piśmie, którego zadaniem ustawowym było właśnie rozstrzygnięcie tego zarzutu, trudno to nazwać inaczej niż działaniem sprzecznym z duchem art. 7 Konstytucji ze strony samego ministerstwa — organ nadzoru, który nie nadzoruje, tylko osłania.
Wersja skrócona (FB)
Złożyłem petycję: czy ULC ma prawo narzucać formularze pod groźbą odrzucenia sprawozdania, skoro ustawa o tym milczy? Minister odpowiedział: poprawimy nazewnictwo na stronie ULC (7 lat spóźnienia, już zresztą poprawione) i dodamy słowo „dobrowolne”. Na pytanie o naruszenie zasady legalizmu — zero odpowiedzi. Za to przy okazji przyznał, że art. 135d faktycznie dubluje ECCAIRS2… i odłożył temat do „dalszych prac analitycznych” bez terminu. Podmiana pytania o prawo na pytanie o styl. Klasyka.

Dodaj komentarz