lewe

🛑 SKANDAL: Urząd Lotnictwa Cywilnego to lotniczy „Bareja”? Prawo unijne przegrywa z urzędniczą samowolą

 

Lewe

To nie jest kolejny nudny spór o lotnicze paragrafy. To opowieść o systemowym demontażu bezpieczeństwa, w którym polskie urzędy za nic mają prawo Unii Europejskiej, a pasażerów traktują jak uczestników ryzykownego eksperymentu. Dokumenty, do których dotarłem, rysują obraz instytucji, która zamiast stać na straży nieba, urządziła sobie na nim prywatny folwark.

⚖️ Prawo? „My mamy swoje”

Urzędnicy ULC i Ministerstwa Infrastruktury (MI) najwyraźniej uznali, że rozporządzenia Komisji Europejskiej to tylko luźne sugestie. Powoływali się na techniczne porozumienia (Working Arrangements – dalej WA), które mają taką samą moc prawną wobec unijnych traktatów, jak paragon z warzywniaka wobec Konstytucji.

EASA (Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego) w styczniu 2026 r. ostatecznie wystawiła im „pałę”. Werdykt jest miażdżący: WA NIE SĄ i nigdy nie były podstawą do uznawania licencji. Mimo to, polscy urzędnicy przez lata przymykali oko na braki w egzaminach teoretycznych pilotów z krajów trzecich (np. Serbii).

💣 Eksport bezprawia na całą UE

W tym miejscu dochodzimy do najbardziej przerażającego aspektu tej afery. System EASA opiera się na wzajemnym uznawaniu licencji między krajami członkowskimi. Oznacza to, że licencja wydana przez polski ULC jest „biletem wstępu” do kokpitów największych linii lotniczych w całej Europie.

Trudno nawet przypuszczać, ilu kapitanów zasiada dziś za sterami samolotów pasażerskich w całej Unii Europejskiej, legitymując się licencją wydaną w Polsce na bazie tych bezprawnych konwersji. Polska stała się „bezpieczną przystanią” dla omijania unijnych wymogów, wypuszczając na europejski rynek pilotów, których wiedza teoretyczna nigdy nie została rzetelnie zweryfikowana. To już nie jest lokalny skandal – to zagrożenie dla zaufania w całym europejskim systemie transportu lotniczego.

💰 Miliony w błoto: Sabotaż polskich uczelni i gospodarki

Podczas gdy państwo polskie wydaje grube miliony złotych na finansowanie elitarnych szkoleń pilotów na pięciu uczelniach państwowych (m.in. w Rzeszowie, Chełmie czy Dęblinie), ULC „woli” doświadczonych z zagranicy, którym daruje się teorię.

To uderzenie w uczciwych, młodych polskich pilotów, którzy za ciężkie pieniądze i lata morderczej nauki zdobywają uprawnienia zgodnie z prawem. Promowanie „ścieżki na skróty” dla obcych licencji to nie tylko zagrożenie, to czysty sabotaż gospodarczy i marnotrawstwo publicznych pieniędzy zainwestowanych w krajowe kadry.

🙈 Kontrola jako farsa: Jak ukryć słonia w salonie

Kiedy sprawa wyszła na jaw, Ministerstwo Infrastruktury przeprowadziło „kontrolę”. Jej wynik to absolutne kuriozum:

  • Przebadano zaledwie 48 spraw.

  • Znaleźli 5 nielegalnych konwersji (ponad 10% próby!), ale światu ogłosili tylko jedną.

Co z resztą? Ministerstwo uważało, że podstawą prawną konwersji był przepis skreślony wiele lat temu, zaś ULC — przepis pozwalający przeprowadzać konwersje wyłącznie do licencji turystycznej. Nie unieważniono nawet tej jednej licencji, do której się przyznano, bo pracodawca wyraził się pochlebnie o jej posiadaczu.

To tak, jakby policja złapała kierowcę bez uprawnień, ale pozwoliła mu jechać dalej, bo szef z warsztatu powiedział, że „to dobry chłopak”. W lotnictwie cywilnym taka uznaniowość to bezpośredni hazard życiem pasażerów.

🛑 Układ zamknięty: Sprawa pod dywan

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mimo twardych dowodów i kompromitacji na szczeblu międzynarodowym, nikomu włos z głowy nie spadł. System zadziałał bezbłędnie – ale nie w obronie pasażerów, lecz w obronie własnych urzędników.

Ministerstwo Infrastruktury sprawia wrażenie całkowicie zblatowanego z ULC. Kontrola została sztucznie ograniczona do wygodnego okresu (od 2023 r.). Resort kategorycznie odmawia sprawdzenia wcześniejszych lat oraz innych typów licencji, gdzie można podejrzewać podobne „wały”.

Procedurę konwersji zmieniono po cichu dopiero pod koniec 2025 roku, gdy Bruksela zaczęła zadawać niewygodne pytania w toku postępowania wyjaśniającego KE (skarga CPLT(2025)01067). Ale co z pilotami, którzy już latają na tych „papierowych” uprawnieniach? Nadal są w powietrzu. Polska stała się lotniczą „czarną dziurą” Europy.

⚠️ Wnioski są brutalne:

  • Safety to fikcja: Licencje wydane bez wymaganej teorii są nieważne z mocy prawa. W razie katastrofy ubezpieczyciel nie wypłaci ani grosza, bo za sterami siedziała osoba bez uprawnień.

  • Państwo jako adwokat bezprawia: Zamiast chronić niebo, urzędnicy chronią własne stołki i błędy, udając, że zmiana procedury „na przyszłość” rozwiązuje problem nielegalnych licencji będących w obiegu.

  • Utrata racji bytu: Jeśli ULC nie potrafi (lub nie chce) stosować prawa, które sam ma egzekwować, to zasadne staje się pytanie: po co nam taki urząd?

Prawda o tym, kto siedzi za sterami naszych samolotów i dlaczego pozwolono na ten folwark, musi wyjść na jaw. To nie tylko walka o paragrafy – to walka o to, by bezpieczeństwo w polskim lotnictwie przestało być pustym hasłem na papierze.  

🔴 AKTUALIZACJA (luty 2026)

Sprawa wyszła poza poziom krajowy.

Europejski Rzecznik Praw Obywatelskich oficjalnie wszczął postępowanie wobec Komisji Europejskiej w związku ze sposobem, w jaki oceniła skargę dotyczącą nielegalnego uznawania w Polsce egzaminów i licencji pilotów z państw trzecich.

Rzecznik zakwestionował spójność, przejrzystość i rzetelność działań Komisji, wskazując na sprzeczności między stanowiskiem KE, EASA, Ministerstwa Infrastruktury i ULC, a także zobowiązał Komisję do ujawnienia dokumentów, które dotąd były blokowane lub „rozmywane” proceduralnie.

To oznacza jedno:

👉 sprawa nie jest już „wewnętrznym problemem ULC”,

👉 a pytania o legalność licencji i bezpieczeństwo pasażerów trafiły pod formalny nadzór instytucji UE.

Dalszy ciąg nastąpi.

 

💬   Nie zapomnij również, zerknąć od czasu do czasu na konto na facebook.com/avialawpl 😏 



Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *