
Na studiach prawniczych uczą kilku rodzajów wykładni prawa.
Wykładnia językowa – co dosłownie mówi przepis.
Wykładnia systemowa – jak przepis współgra z resztą systemu.
Wykładnia celowościowa – jaki cel przyświecał ustawodawcy.
Wykładnia historyczna – co było intencją w momencie tworzenia prawa.
Wykładnia autentyczna – wyjaśnienie samego prawodawcy.
To kanon. Każdy prawnik go zna, każdy sędzia się nim posługuje, każdy student zdaje z niego egzamin.
W praktyce polskiego lotnictwa cywilnego funkcjonuje jednak jeszcze jedna wykładnia, której nie znajdziecie w żadnym podręczniku ani orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego: wykładnia ULC-owska.
Metodologia
Jej zasada jest prosta: nie sprawdzamy, co przepis mówi. Sprawdzamy, co by pasowało.
Nie ma w niej logiki, bo nie musi jej mieć – nie podlega żadnej bieżącej weryfikacji poza sądem administracyjnym, do którego dochodzi się latami, a i tam urząd ma do dyspozycji cały arsenał przewlekłości. Zanim skarga trafi na wokandę, stan faktyczny, na który powołuje się urząd, dawno przestał mieć znaczenie dla adresata decyzji.
Nie ma w niej też pokory wobec materii, którą się interpretuje. O sprawach fachowych – szkoleniach, egzaminach, systemach zgłoszeń, kwalifikacjach inspektorów – wypowiadają się ludzie, których związek z lotniskiem ogranicza się najwyżej do odprawy na wakacje. To nie jest zarzut personalny. To jest obserwacja strukturalna: urząd regulujący fachową dziedzinę nie musi mieć w swoich szeregach nikogo, kto tę dziedzinę rozumie od strony praktycznej, żeby wydawać wiążące rozstrzygnięcia.
Efekt jest zawsze ten sam. Przepis mówi X. Stanowisko urzędu brzmi: „naszym zdaniem wynika z tego Y” – bez wskazania, w którym miejscu przepisu Y w ogóle się pojawia.
Wykładnia, o której w ULC nikt nie słyszał
Jest jeszcze jedna wykładnia, o której w ULC chyba nikt nie słyszał, a przynajmniej nic na to nie wskazuje: wykładnia prounijna, oparta na zasadzie effet utile. W prawie europejskim przepis interpretuje się tak, żeby zapewnić mu skuteczność – żeby cel dyrektywy czy rozporządzenia rzeczywiście się zrealizował, a nie został wyjałowiony przez literalne czepianie się słówek albo wygodne przemilczenie. To osobna, dobrze opisana metodologia, z własnym orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości.
Tyle że to wymaga wysiłku: przeczytania rozporządzenia w kontekście jego celu, sprawdzenia orzecznictwa TSUE, zestawienia z innymi wersjami językowymi. Prościej jest tego nie robić. Prawo unijne w praktyce urzędu funkcjonuje jak przepis, który istnieje, dopóki nikt o niego nie zapyta – a jak już zapyta, to i tak nic z tego nie wynika, bo interpretacja krajowa i tak jest wygodniejsza.
To nie jest przy tym margines systemu. W lotnictwie cywilnym prawo unijne reguluje dziś większość rodzajów działalności – licencjonowanie, operacje, żeglugę powietrzną, zarządzanie ruchem, bezpieczeństwo, ochronę danych. Rozporządzenie 2018/1139 i jego akty wykonawcze to nie dodatek do prawa krajowego, tylko jego szkielet. Traktowanie effet utile jako ciekawostki akademickiej, o której można nie pamiętać, oznacza w praktyce, że większość materii, którą urząd reguluje na co dzień, jest interpretowana bez metody, która dla tej materii została stworzona.
Dlaczego to nie jest wykładnia
Każda z pięciu klasycznych wykładni ma jedną wspólną cechę: punktem wyjścia jest tekst przepisu, a interpretator szuka w nim znaczenia, którego przepis – wprost lub pośrednio – dostarcza. Wykładnia ULC-owska odwraca tę kolejność. Punktem wyjścia jest pożądany rezultat, a przepis jest przeszukiwany, albo pomijany, w poszukiwaniu uzasadnienia dla wniosku, który już zapadł.
To nie jest wykładnia. To jest uzurpacja kompetencji, którą art. 7 Konstytucji RP – zasada legalizmu – rezerwuje dla ustawodawcy i sądów, a nie dla urzędnika, który uznał, że milczenie przepisu to przestrzeń do własnej twórczości normatywnej.
Problem nie kończy się na pojedynczej decyzji administracyjnej. Problem zaczyna się tam, gdzie ta metoda staje się systemowym stylem działania urzędu – powtarzalnym, przewidywalnym w swojej nieprzewidywalności, i w praktyce niemożliwym do zaskarżenia na tyle szybko, by miało to znaczenie dla osoby, której sprawy dotyczy.

Dodaj komentarz