Prawo lotnicze: worek przepisów bez instrukcji obsługi

Czytam od czasu do czasu prace z zakresu prawa lotniczego — artykuły, rozprawy doktorskie, recenzje. Mam mieszane uczucia.
Dobra wiadomość
Trafiają się już doktoranci, którzy — wbrew oficjalnym tłumaczeniom załączników ICAO konsekwentnie forsowanym przez ULC — piszą poprawnie: Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego. Brzmi jak drobiazg, ale nim nie jest. WHO to Światowa Organizacja Zdrowia, nie Organizacja Światowego Zdrowia. Przymiotnik opisuje organizację, nie przedmiot jej działalności. Kto tego nie rozumie, nie rozumie też czym instytucja w ogóle jest — a to zły start dla prawnika.
Zła wiadomość
Większy problem leży gdzie indziej i jest systemowy.
W pracach z prawa lotniczego ciągle spotykam ten sam schemat: zestawienie obok siebie przepisów ICAO, regulacji UE i prawa krajowego — bez żadnego wyjaśnienia relacji między nimi. Hierarchia źródeł, pierwszeństwo stosowania, mechanizmy implementacji — tego nie ma. Czytelnik zostaje sam z pytaniem: które przepisy stosować w konkretnej sytuacji? W jakiej kolejności? A może wszystkie naraz?
Do tego dochodzi osobny, poważny problem: wytyczne Prezesa ULC pojawiają się w wykazach źródeł prawa na równi z rozporządzeniami i dyrektywami. Wytyczne to nie jest źródło prawa. Traktowanie ich jako takiego nie tylko rozmydla analizę — aktywnie wprowadza czytelnika w błąd.
Co z tym robią recenzenci?
Nic.
A to oznacza, że błędy te przechodzą przez sito akademickiej kontroli i lądują w obiegu jako legitymizowana wiedza prawnicza. Środowisko nie reaguje na goldplating — nadmiarowe krajowe wymogi dokładane na wierzch regulacji UE — choć sądy już wydawały w takich sprawach wyroki. Nie reaguje na krajowe przepisy wydane bez delegacji ustawowej, czyli takie, które formalnie nie powinny w ogóle istnieć.
Efekt jest przewidywalny: produkujemy prawo, w którym normy się dublują, wykładnia jest niemożliwa bez wróżenia z fusów, a sądy muszą sprzątać bałagan, który środowisko mogło — i powinno — było uprzątać na etapie tworzenia i analizowania przepisów.
Dlaczego to ważne
W lotnictwie niejednoznaczność przepisów to nie jest problem akademicki. To problem operacyjny. Kto i na jakiej podstawie podejmuje decyzję, gdy normy krajowe i unijne mówią co innego? Który przepis stosuje inspektor, pilot, operator lotniska? Brak odpowiedzi na te pytania w pracach naukowych to nie skromność — to luka, która w praktyce kosztuje.
Można to naprawić. Wystarczy, żeby środowisko zaczęło traktować hierarchię źródeł prawa nie jako formalność do odhaczenia, lecz jako fundament każdej analizy prawniczej. Na razie tego nie robi.

Dodaj komentarz